3 błędy, których już nie popełniam

Gdybym wiedziała wtedy to, co wiem teraz… 🙂 

W tym wpisie przeczytasz do jakich wniosków odnośnie nauczania dzieci doszłam z upływem czasu. Czego już nie robię, jak ulepszyłam przygotowywanie do zajęć i dlaczego bombowe lekcje w dłuższej perspektywie nie przynoszą oczekiwanych efektów.

Zajrzyj także na stronę trwającej właśnie akcji EduWeek #3, gdzie w jednym miejscu znajdziesz szereg publikacji o tematyce „Rozwój nauczyciela”!

efekt wow.jpg

1. Za dużo „wow”

Po latach pracy z małymi dziećmi stwierdzam, że najlepiej wychodzą  zajęcia, na których jest jedna nowość: wprowadzenie piosenki lub historyjki, zabawa ruchowa lub gra, której grupa jeszcze nie widziała. Dzieci chcą wracać do swoich ulubionych gier i śpiewać znajome piosenki!

Ile razy słyszałeś w dzieciństwie bajkę o Czerwonym Kapturku? Czy kiedykolwiek znudziła Ci się? Jednocześnie każdy z nas jest w stanie doskonale opowiedzieć ją z pamięci. Oczywiście, że zajęcia mają się uczniom podobać, jednak w dłuższej perspektywie rezygnacja z powtórek na rzecz ciągłego zaskakiwania to duży błąd.

Jako początkujący nauczyciel obawiałam się powracać do wprowadzonych już aktywności. Zamiast skupiać się na wolniejszym, ale efektywnym wprowadzaniu materiału oraz modyfikacji tego, co uczniowie już znają, wciąż szukałam czegoś nowego. W konsekwencji uczniowie przyzwyczajali się, że wszystko robimy raz oraz niestety szybko zapominali to, czego nauczyli się na pojedynczych zajęciach.

Przykład? Jedyna w roku lekcja o tematyce urodzinowej. Słownictwo więcej się nie pojawi, a maluchy po dwóch dniach nie potrafią już zaśpiewać „Happy Birthday”. Przykład nr 2: superładne memory o zawodach. Pojawia się w niej 15 nazw zawodów, z których dzieci zapamiętują „doctor” 😉

planowanie.jpg

2. Fatalne planowanie

Czyli planowanie zajęć z tygodnia na tydzień. W moim przypadku – bez sensu! Po pierwsze marnowałam swój czas, a po drugie, ciężko jest realizować cele językowe mając strategię na kilka dni. Teraz przygotowuję plan i pakuję pomoce minimum na miesiąc w przód. Dodatkowy plus jest taki, że nie chodzę już objuczona ciężkimi torbami 🙂

Słownictwo i struktury na każdy miesiąc planuję jeden raz na cały rok. Nie jest to problemem, bo mam ongoing bank pomysłów podzielony na zabawy tematyczne, a gdy wypatrzę coś fajowego na Facebooku dopisuję to do listy na przyszłość. Później rozpisując plany na kilka tygodni korzystam z gotowych list.

Takie planowanie równa się brak pracy nad konspektami w weekendy i szukanie w popłochu pomysłów „na jutro”. 🙂

robienie wszystkiego.jpg

3. Robienie wszystkiego

Nie przyjmuję już roli gospodyni na zajęciach i nie robię sama takich rzeczy jak na przykład: rozkładanie i zbieranie pomocy z dywanu, branie i odkładanie pacynki na półkę, włączanie piosenki, wybieranie czyja teraz kolej, otwieranie i zamykanie szuflad czy drzwi, liczenie ile jest dzieci w grupie.

Im mniej zrobi i powie lektor, tym więcej zrobią i powiedzą uczniowie (oczywiście po angielsku).

Angażując dzieci do pomocy także uczymy je języka i to w bardzo naturalnym kontekście. Czynności organizacyjne i tak się dzieją, a dzieci proszone o pomoc czują się ważne i odpowiedzialne za przebieg zajęć. Stosowane często te same frazy zostaną z nimi na długo i będą potrafili użyć ich „w prawdziwym życiu”.

Nawet dwulatki mogą pomagać, na przykład wyjąć coś z pudła i położyć w środku koła lub poratować kolegę chusteczką do nosa. Zajęcia tworzą wspólnie lektor i grupa, nie ma co gwiazdorzyć 😉 Dodatkową korzyścią takiego podejścia jest dużo więcej interakcji typu uczeń-uczeń, które uważam za najbardziej wartościowe.

Co o tym sądzisz? Czy są takie rzeczy, które zmieniłeś w sposobie prowadzenia swoich zajęć z biegiem czasu?

cropped-logo-1-1.jpg

8 comments

  1. Świetny post! Te błędy dotyczą także mnie i wydaje mi się, że bardzo znacznej grupy młodych nauczycieli. Ja nadal nad nimi pracuję, a najgorzej z tym planowaniem zajęć. Czasem po ogarnięciu rodziny i domu, zostaje wieczorem mało czasu… Niestety… I też chciałabym stworzyć plan zabaw i zajęć do danego tematu ale zupełnie nie wiem jak się do tego zabrać… Przeciez to jest studnia bez dna…

    Polubienie

    • To prawda… Myślę, że właśnie ten początkowy wkład czasu poświęcony na przygotowania do zajęć jest częstym powodem, dla którego nauczyciele języków rezygnują z pracy z najmłodszymi grupami wiekowymi. Szkoda, że na studiach nie uczą nas praktycznego rozkładania materiału – chyba, że się mylę 🙂

      Polubienie

  2. Bardzo cenne wskazówki. Wszystkie moje ulubione. Mnie przychodziło z trudem delegowanie praktycznych czynności np. Close the door, please. 😉 Ale dość szybko mi przeszło, i teraz zyskujemy na tym wszyscy!

    Mój grzech główny… przedłużanie zajęć i noszenie wszystkiego ‚bo może wykorzystamy’ 🙃

    Polubienie

  3. Polecam aplikacje TRELLO do segregowania materiałòw. Odkąd przeczytalam o niej na jednym z blogòw nie wyobrażam sobie planowania zajeć bez niej.😊

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s